Przypadek Lawrence’a

Pierwszy lekarz, który przybył na miejsce dopiero po piętnastu minutach (to chyba rekord Nowego Jorku), nie zdziałał nic więcej. Gubernator, który nigdy nie miał poważnych problemów z sercem, zmarł dosłownie w czasie rozmowy z żoną. Lawrence S. był czterdziestoośmioletnim adwokatem. W wieku czterdziestu jeden lat miał niezbyt groźny zawał serca, po którym całkowicie powrócił do zdrowia. W ciągu roku radykalnie zmienił styl życia. Zrezygnował z tej części swojej praktyki, która wymagała występowania w sądzie – wiązało się to ze zbyt silnym stresem. Rzucił palenie, schudł, regularnie ćwiczył i przestrzegał rygorów dietetycznych. Krótko mówiąc, starał się wszystko robić, jak trzeba.

Przez lata nie występowały u niego żadne objawy chorobowe. Nie było wskazań, by brał leki, więc ich nie zażywał. Pewnego majowego dnia córka obdarzyła go pierw-szym wnukiem. Była to dla niego wielka radość. W piękne sobotnie popołudnie kupił kwiaty i udał się do szpitala odwiedzić matkę i dziecko. Wszedł do hallu i nagle przewrócił się na oczach recepcjonistki, telefonistki, mnóstwa kręcących się gości i dwóch młodych lekarzy kardiologów, którzy przypadkiem tamtędy przechodzili. Nikt nie zarejestrował żadnych symptomów ostrzegawczych. A według wszelkich oznak Lawrence był martwy. Nie oddychał, tętno było niewyczuwalne. Telefonistka wezwała „ekipę ratunkową”, a dwaj młodzi lekarze obecni na miejscu zdarzenia rozpoczęli tymczasem reanimację. Jeden rytmicznie uciskał mostek niefortunnego dziadka, a drugi wykonywał sztuczne oddychanie metodą „usta-usta”.C

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *